Volkswagen t4 Camper
Maroko,  Poradnik,  Tanie podróże

Straciliśmy Kampervana w Afryce. Podróż życia zamieniła się w koszmar

Na co uważać wybierając się autem do Afryki? Gdzie popełniliśmy błąd i jak Ty możesz uniknąć problemów, ucząc się na naszej przygodzie? O tym przeczytasz w dalszej części artykułu.

Auto, które zjechało Europę, kawałek Azji, ale poległo w Afryce

Naszego kampervana zbudowałem na bazie starego blaszaka popularnej niemieckiej marki dla ludu. Pierwszą zabudowę wykonałem bardzo surowo, a prace nad nią trwały zaledwie dwa tygodnie. Wystrój i układ wnętrza zmieniłem po roku, kiedy to już dokładnie wiedzieliśmy czego nam w podróży potrzeba. Jednak zacznijmy od początku, czyli od wyboru i zakupu auta.

W założonym przeze mnie budżecie 10 tysięcy złotych znaleźliśmy jedynie dwa egzemplarze różnych marek, które były wyposażone w automatyczną skrzynię biegów. Tego typu przekładnia to było nasze priorytetowe kryterium, ponieważ nie mam lewej nogi i poruszam się w protezie. Idealna sprawa, gdyż w takim aucie używa się jedynie prawej nogi, którą nadal posiadam w pełni sprawną.

Pierwsze błędy popełniliśmy już na etapie kupna samochodu. Sporo o tym czytaliśmy poradników, z których dowiedzieliśmy się na przykład, że warto zabrać ze sobą na oględziny osobę trzecią. Nie koniecznie musi to być mechanik, czy innego typu specjalista, po prostu osoba, która chłodnym okiem spojrzy na całą sytuację i na spokojnie doradzi. Kupujący, który robi to pierwszy raz, znajduje się pod wpływem silnych emocji i nie inaczej było ze mną i żoną, która mi towarzyszyła.

Auto wystawione zostało wystawione na sprzedaż za 8 tysięcy złotych, ale ze względu na brak tłumika (otrzymaliśmy go do wraz z autem) i kilka ognisk rdzy stargowałem cenę na 6 tysięcy i 600 złotych. Z Krakowa wracaliśmy bardzo szczęśliwi, ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że zakup vana to dopiero początek naszych kłopotów. Szybko okazało się, ze poza tłumikiem musimy wymienić całe zawieszenie z przodu, a skrzynia biegów tak szybko da nam się we znaki. Jest to bardzo delikatny i podatny na awarie podzespół, którego remont kosztuje równowartość auta.

Dlaczego zdecydowaliśmy się na budowę kampervana?

Od lat podróżowaliśmy autostopem i spaliśmy na dziko pod namiotem. Ten rodzaj przemieszczania się, sprzyja zawieraniu nowych znajomości i ułatwia poznawanie lokalnych obyczajów, tradycji i mieszkańców danego regionu. W wyjazdach towarzyszył nam nasz czworonożny przyjaciel, który niestety był już w podeszłym wieku. W momencie, kiedy zachorował i konieczne było codzienne podawanie mu insuliny, stwierdziliśmy, że czas zmienić formę naszych wyjazdów. 

Bardzo szybko zrobiłem uprawnienia na prowadzenie samochodu wyposażonego w automatyczną skrzynię biegów i od razu po odebraniu plastiku pojechaliśmy po upatrzonego vana. W czasie przygotowań do egzaminu czytaliśmy i oglądaliśmy poradniki w internecie, dotyczące przystosowania samochodu do zamieszkania w nim. Pierwszą wersję zabudowy wykonałem w pełni z materiałów z odzysku, których pozbywali się ludzie za pośrednictwem różnych portali internetowych. Prace trwały zaledwie dwa tygodnie, niestety nasz psiak nie doczekał ich końca.

Wyjazd do Turcji

Pierwszym obranym przez nas kierunkiem była Turcja. Planowaliśmy nie wracać do Polski kilka miesięcy i to się udało, ale już po przekroczeniu granicy zaczęły się problemy z samochodem. W Antalyi popsuły się zaciski hamulcowe do tego stopnia, że auto stanęło na skrzyżowaniu i nie chciało ruszyć. Mechanik rozkręcił cały mechanizm, wyciągnął skorodowaną osłonę tarczy i stwierdził, że wszystko będzie dobrze. Nie było. 

Po kilku tygodniach, w Stambule, szczęki hamulcowe ponownie się zablokowały i konieczna była kolejna wizyta u specjalisty. Niestety to nie koniec przygód. Jakieś trzy miesiące później, w polu pod bułgarską wsią mechanizm uległ ponownie awarii. Co ciekawe, najbliższy mechanik był jakieś sto kilometrów dalej, ale przeszedłem się po mieszkańcach i znalazłem pana “złotą rączkę”, który uporał się z problemem raz a dobrze. Nasza podróż trwała 8 miesięcy, ale na szczęście nie spotkało nas więcej problemów mechanicznych, a skrzynia biegów sprawowała się wręcz wzorowo. Do czasu.

Kolejna przebudowa i wyjazd do Afryki

Po powrocie z Bułgarii i ośmiu miesiącach mieszkania w kampervanie dokładnie wiedzieliśmy, czego oczekujemy po zabudowie, co zrobiliśmy źle, a co trzeba dopracować. W stodole u naszych przyjaciół zabrałem się do pracy i po pięciu miesiącach nasz bus gotowy był do drogi. Pozostało tylko dokonać serwisu auta i w drogę. 

Tym razem naszym celem był powrót do Maroka, ponieważ dostaliśmy zaproszenie na tradycyjny ślub naszego przyjaciela. Niestety problemy ze skrzynią biegów zaczęły się na dobre już w Hiszpanii. Kompletnie nie wiedzieliśmy, co robić, ponieważ naprawy w tym kraju są horrendalnie drogie, a powrót nie wchodził w grę. W tamtym czasie musiałem parkować auto tak, aby przód znajdował się w dole. W innym wypadku samochód po prostu nie ruszał do przodu. 

Nasz przyjaciel z Marakeszu, powiedział, że ma świetnego mechanika, który naprawia tego typu samochody z automatyczną skrzynią biegów. Zaryzykowaliśmy przejazd siedmiuset kilometrów za jednym zamachem. W Marakeszu pod domem Hamzy byliśmy już następnego dnia w nocy, a rano auto kompletnie odmówiło posłuszeństwa. Nasz mechanik walczył ze skrzynią kilka dni, ale udało się i przez kilka miesięcy byłem pewny , ze ten problem mamy już z głowy.

Początek końca naszego kampervana

O innych awariach naszego busa nie będę nawet wspominał, ponieważ można by na ten temat napisać książkę. Skupię się jedynie na tym feralnym podzespole, jakim była automatyczna skrzynia biegów. Na początku lata 2023 auto ponownie przestało jeździć. Miało to miejsce w okolicach Warzatzat. 

Specjalista, do którego udało mi się dopchać auto, od razu powiedział, że ie poradzi sobie z tym problemem i najlepiej zabrać pojazd lawetą do Casablanki. Ja miałem zaufanego człowieka w Marakeszu, dlatego udaliśmy się właśnie tam. Początkowo zapewniano mnie, że naprawa to kwestia maksymalnie kilku dni, później mechanik stwierdził, że konieczny jest zakup używanej skrzyni biegów za 5 tysięcy złotych. Nie mieliśmy innego wyjścia, ale już na tym etapie powinienem być ostrożniejszy i patrzeć mu na ręce. Nie miałem jednak podstaw, podejrzewać go o jakąś próbę oszustwa, ponieważ na przestrzeni kilku miesięcy dokonywałem u niego wielu drobnych napraw, zakończonych powodzeniem, nie tym razem. 

Po dwóch tygodniach pracy stwierdził, że wszystko jest w porządku i bez problemu dojadę moim samochodem do Polski, nie opuściłem nim nawet Maroka, bo na wysokości Casablanki, po przejechaniu jakiś 300-400 kilometrów auto ponownie odmówiło posłuszeństwa. Byliśmy z żoną zdruzgotani. Kończyło nam się tymczasowe zezwolenie na samochód, a jego przekroczenie wiązało się z karą pieniężną, a miesiąc później kończyło się również prawo pobytu dla naszej dwójki i kolejne kary.

Z pomocą przyszła jedna z naszych obserwujących, której rodzina mieszka w Casablace. Owa rodzina okazała się przecudowna i bardzo pomocna. Gościli nas dwa tygodnie, podczas których mechanik próbował naprawić auto, ale tym razem na drodze stanęła dostępność części. W Maroku mówi się, że jeśli nie ma czegoś w Casablance, to nie ma tego w całym kraju.

Zaproponowano nam spalenie auta, żeby uniknąć kar i problemu z jego wyrejestrowaniem. Gdybyśmy na to przystali, to stracilibyśmy wszystkie nasze rzeczy, większość osprzętu w tym panele, nagłośnienie czy kajak wszystko o wartości około 5 tysięcy złotych nie licząc auta. Finalnie zorganizował nam za pół ceny lawetę do Ceuty, pod granicę hiszpańską. Liczyłem, że w Hiszpanii będzie już łatwiej sprzedać samochód.

Nie było to jednak takie proste, będąc nadal w Afryce. Całe nasze oszczędności rozpłynęły się w ciągu 1-2 miesięcy, dlatego poprzez internet szukałem pomocy ze wciągnięciem auta na prom, bo przez granicę przepchałem busa samodzielnie, ale dalej byłby już spory problem.

Odezwał się do nas wspaniały człowiek, Javier, którego przyjaciel laweciarz za darmo pomógł wciągnąć samochód na statek, z drugiej strony w Algeciras sholował nas inny kolega mieszkający w tym mieście. U niego zostawiliśmy cały kamperowy osprzęt i najcenniejsze rzeczy, a samochód udało mi się sprzedać w cenie samego silnika. Tak rozstaliśmy się z naszym własnoręcznie zbudowanym kampervanem.

kampervan

Czego nauczyła nas ta przygoda?

Co powinniśmy zrobić inaczej przed wyjazdem do Afryki? Aktualnie jesteśmy już w Polsce i poszukujemy nowego samochodu. Będzie to model, który jest popularny w regionie, do którego się wybieramy. Nim ruszymy ponownie wybrzeżem afrykańskim, dokładnie sprawdzimy wszystkie elementy nowego samochodu i dokonamy napraw samodzielnie, ponieważ mechanikom nie ufam już za grosz. Poprzednie auto powinniśmy sprzedać już w momencie, kiedy skrzynia biegów zepsuła się po raz drugi, ponieważ licząc, ze już za chwilę będzie wszystko dobrze, straciliśmy tyle pieniędzy, że na spokojnie w Polsce moglibyśmy kupić takie samo auto, tylko sprawne. Jednak najważniejsze to nauczyć się samodzielnie naprawiać wszystkie usterki, a przy kolejnym aucie wybierzemy tradycyjną, manualną skrzynię biegów.

 

Trzymajcie za nas kciuki i zapraszamy do lektury innych naszych artykułów.

2 komentarze

  • watan

    Skąd pieniądze na tak kosztowna wyprawę? Tym nie mniej jestem pełen podziwu i gratuluję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *